«

»

Wydrukuj to Wpis

MIA WALCZY O ŻYCIE. MA TYLKO KILKA DNI, BY DOSTAĆ LEK

GFaktkqTURBXy9iMmU4ZGY4Y2EzYmZiOWEwYzczMWNmZWFhZDY5NWIyZS5qcGVnkpUCzQPAAMLDlQIAzQPAwsMDziewczynka ma zaledwie 10 miesięcy, a już musi toczyć prawdziwą walkę na śmierć i życie.

Kolejne dni zadecydują o jej przyszłości. Mia musi jak najszybciej otrzymać pierwszą dawkę leku. Ma na to tylko kilka dni. Każdy kolejny będzie dla niej śmiertelnym zagrożeniem. Mama dziewczynki robi wszystko, by uratować córeczkę.
10-miesięczna Mia, mieszka w Szczytnej na Dolnym Śląsku. Mama dziewczynki wspomina, że moment jej narodzin był najpiękniejszym początkiem roku, jaki mogła sobie wyobrazić. A później nadeszła przerażająca diagnoza. – Mia urodziła się śmiertelnie chora. HLHS, czyli hipoplazja lewego serca oznacza, że ma tylko jedną połowę serduszka. Odkąd usłyszałam diagnozę, liczy się jedno: moja córeczka i walka o jej słabe serduszko – mówi pani Oliwia.

Pięć dni po urodzeniu dziewczynka przeszła zabieg podtrzymujący życie, by w ogóle doczekała pierwszej poważnej operacji serca. Operacja trwała 6 godzin. – Prawie zemdlałam, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam córeczkę po operacji. Leżała blada i spuchnięta, podłączona do głośno działającej aparatury, która monitorowała jej parametry życiowe – wspomina kobieta. Podczas operacji dziecku usunięto grasicę odpowiedzialną za odporność. Przez to Mia bardzo często choruje, a każda infekcja zagraża jej życiu.

Mia musi przejść jeszcze jeden, ostatni etap naprawiania serduszka – operację Fontana. By jednak jej doczekała, musi ochronić się przed groźnym wirusem RSV, który może doprowadzić do niewydolności oddechowej. Jej serce może tego nie wytrzymać, a dziewczynka znajduje się w grupie ryzyka.

Rozwiązaniem jest podanie leku Synagis. Niestety jest on refundowany tylko dla dzieci, które chorują na dysplazję oskrzelowo-płucną, a więc nie w przypadku Mii. Cena ratującej życie kuracji jest bardzo wysoka. – Wychowuję córkę sama. Nie stać mnie nawet na pierwszą dawkę, a muszę za nią zapłacić do 15 listopada. W okresie największych zachorowań każdy dzień to olbrzymie ryzyko dla mojej córeczki. Jeśli zarazi się wirusem, nie będzie odwrotu – mówi pani Oliwia. – Co zrobiłaby każda kochająca matka, gdyby życie jej dziecka było w śmiertelnym niebezpieczeństwie? Walczyłaby, oddałaby wszystko, by tylko je ratować. Dlatego błagam o pomoc. Proszę, nie zostawiajcie nas samych! – apeluje.